Smok (S)Warstwy V. 1 Ch. 02 (Czarodziejka)

44Report
Smok (S)Warstwy V. 1 Ch. 02 (Czarodziejka)

Czarodziejka

* * * *
Moja najdroższa Tessario,

Wiem, że czasy są teraz trudne, ale wiedz, że zrobiłem co w mojej mocy, aby zapewnić ci bezpieczne miejsce. Ziemie ludzkie są przyjazne dla naszego gatunku i chociaż nie można im ufać, nie mam wątpliwości, że zostaniecie dobrze potraktowani i powitani z otwartymi ramionami. Z tego, co o nich wiemy, unikają magii, więc bądź ostrożny, jeśli zdecydujesz się skorzystać ze swoich mocy. . .

Wypadek mógłby zostać wybaczony, gdyby nie był tak szeroko rozpowszechniony, ale w rozmowie ze starszymi jest nadzieja. Wiem, że cierpisz z powodu tego samego, co oni, ale decyzja została wydana. Być może będziesz mógł wrócić, gdy nauczysz się doskonalić swoje umiejętności, ale na razie jedyną radą, jaką mogę ci zaoferować, jest trzeźwo myśląc o sobie i o podniesioną brodę. Jesteś przeznaczony do wielkości. Nie poddawaj się.

Jesteś na zawsze w moim sercu.

Twój brat,

Esterey
* * * *

Piękny melancholijny hymn unosił się w powietrzu niczym mdlący słodki smak fermentującej mięty pieprzowej. Ludzki śpiew przed zespołem podświadomie szarpał ją za kołnierz, gdy wykonywała na pamięć ruchy swojego tańca; pozbawiona pasji i ducha, które mogła zainspirować każdego swoim potężnym, zmysłowym ciałem.

Tessarie widziała beznadziejność w jej oczach, gdy tłuste męty społeczeństwa rzucały miedziaki na wybieg wokół tancerki. Jej serce bolało z powodu kobiety i szarpała się za kołnierz, doskonale zdając sobie sprawę z daremności tego czynu. Oczywiście Makrin zatrzyma gliniarzy. Oddałby część pieniędzy na zadłużenie człowieka u niego, ale nigdy na tyle, by posunąć się naprzód.

Tak potoczyły się sprawy na Karmazynowym Nabożeństwie. Dzień w dzień kobiety tańczyły wśród kłującego dymu tytoniowego i taniego alkoholu, podczas gdy klienci przychodzili i odchodzili o każdej porze. Niektóre kobiety miały to lepiej niż inne, niektóre potrafiły tańczyć lub śpiewać, aby zapewnić gościom rozrywkę na inne sposoby. Ci, którzy nie mogli wylądować na zapleczu. Tessarie wzdrygnęła się.

Stała się dobra w ignorowaniu wyglądu i surowej natury ludzi – zwłaszcza mężczyzn – ale nigdy tak naprawdę nie rozumiała dokładnego powodu ich prymitywnych zachowań. Miała pewne spostrzeżenia z tanich powieści o pulpie, z którymi udało jej się wymknąć. Zwykle zostawiany przez klientów zbyt pijanych, by zapamiętać ich imiona. Jej matka próbowała jej to wytłumaczyć, kiedy była młodsza, ale nie zwracała uwagi, kiedy powinna – życie było wtedy ciekawsze. Wibrujący. . . żywy z możliwością.

„Oj, uszy noża! Potrzebujesz tu drinka!”

Ale to było wtedy. To było teraz.

Tessarie zgarnęła jedno z piw ustawionych na barze i położyła je na swojej tacy do serwowania, po czym odskoczyła z rozmachem, zgrabnie wykonując piruety między wyspami pijanych mężczyzn śmiejących się i rozmawiających między sobą. Poczuła, że ​​odsuwa się w zakamarki swojego umysłu, gdy się poruszała, do tego miejsca prawdziwej wolności, którego nikt nie mógł dotknąć. Jej długie blond włosy wirowały wokół jej ciała z stłumioną magią, szukając miejsca do uwolnienia.

Tańczyła przez wyspy w kierunku mężczyzny z wysoko uniesioną tacą, z piwem rozbryzgującym się o krawędź szklanki. Tessarie nie wzdrygnęła się, gdy ktoś klepnął ją w ciasny tyłek, a zamiast tego podrzucił półmisek, obrócił się w miejscu, czując, jak przy każdym ruchu jej ciało nabiera mocy. Kiedy złapała tacę, skierowała w nią zgromadzone energie — bursztynowy płyn zamigotał na różowo i wrócił do swojego naturalnego odcienia. Nie mogła pozwolić sobie na uśmiech, gdy podniosła tacę i skłoniła się nisko, prezentując jego drinka, jakby to był święty artefakt. Przyciągnęło to więcej niż kilka spojrzeń od niektórych klientów, którzy pożądliwie przyglądali się jej oliwkowej skórze.

Mężczyzna chwycił za rączkę i wziął kulkę, obserwując tancerza na scenie. W sekundę zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale nie zdawał się rozumieć, co. Osunął się na krzesło, wyglądając na wyczerpanego przez całą sekundę. Zamknął oczy i zaczął głośno chrapać. Tessarie wyprostowała się z lekkim uśmiechem. Ludzkie umysły zawsze były tak podatne na jej magię.

– Hej, Tess! – powiedział Makrin z drugiego końca pokoju, wskazując jej, żeby się podeszła.

Widział ją, musiał. Jakoś wiedział, co zrobiła, a teraz zamierzał ją ukarać. Cholera, dlaczego tak łatwo ją sprowokować? Przełknęła ślinę i podbiegła z tacą ukrytą ochronnie nad jej nagim brzuchem, z głową pochyloną w błagalnym geście. „T-tak?” Ledwo pisnęła.

– Masz klienta. Stoisko czwarte.

Tessarie odważyła się spojrzeć na człowieka przez ciemnobrązową grzywkę. „B- myślałem…”

– Ona płaci. Im więcej zarobisz, tym szybciej stąd wyjdziesz, tak? A teraz zabierz tam swój chudy mały tyłek i opiekuj się moimi klientami.

Był drugi, tylko jeden, w którym pomyślała o otwarciu ust. O przypominaniu mu, że jej dług nie jest taki zły. Minęły dwie noce w gospodzie, na miłość boską! Nie miała być zabierana do prywatnego pokoju, a tym bardziej do kabiny. Ale potem minął drugi i jej ramię opadło z rezygnacją. Wiedziała, co by się stało, gdyby się sprzeciwiła. Zwężające się obroże były dobrymi nauczycielami. Zaryzykowała nieśmiało za głosem. „C-dlaczego ja konkretnie?”

Makrin dostał to spojrzenie w jego paciorkowatych oczach, które powiedziało jej, że stąpa po niebezpiecznym gruncie. – Poprosiła o ciebie.

"Wg nazwy?"

"Oczywiście nie! A teraz, proszę, twoja królewska pieprzona elfka, czy mogłabyś ruszyć dalej? Na te słowa kołnierz zacisnął się wokół jej szyi, by podkreślić jego żądanie.

– Idę, idziemy… Tessarie przemknęła przez główny hol, rzuciła tacę na bar, gdy ją mijała, i nie zwolniła, dopóki nie przeszła przez zasłonę do holu z prywatnymi budkami. Zielony lniany strój, który nosiła, ciągnął się za nią jak pawi ogon, choć ledwo zakrywał jej klatkę piersiową. Jednak ukrywał inne rzeczy. Paski płótna zwisały warstwami z jej bioder nad miednicą, prawie nikt nie mógł zobaczyć jednoznacznego zarysu tego, co zrobił z nią wypadek. Chyba że była podniecona, oczywiście. Wtedy nie byłoby tego ukrywać.

Kobieta była rzadkim klientem, ale nie było to zupełnie niespotykane w tym mieście. Wydawało się, że coraz więcej ludzi wyraża swoje głębsze pragnienia, tak jak jej ludzie nauczyli się przez wieki. W pewien sposób to ją pocieszyło. Jasne, Tessaria słyszała rzeczy od innych dziewczyn z tylnego pokoju o tym, jak szorstką jest orkańska krew – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – ale budki były przeznaczone do tańca bez dotykania.

Tessaria przełknęła ślinę. Przynajmniej miała taką nadzieję. Kto wie, co obiecano tej kobiecie, żeby rozstała się ze swoją monetą.

Zatrzymała się przed drzwiami. Oszronione okna nie dawały klientce żadnego wglądu, a przy niskich światłach nie mogła nic dostrzec w cieniu, mimo bystrego wzroku. Mogła to zrobić. Nic złego się nie stanie, to był tylko taniec. Nic więcej. Wzięła głęboki oddech.

Jej skóra swędziała pomimo ciepłego powietrza, a kiedy chwyciła klamkę, jej dłoń pośliznęła się z potu. Czy chciałaby robić rzeczy z Tessari? Czy szukała taniego dreszczyku emocji? Ludzie byli tak nieprzewidywalni, jeśli chodzi o ich pragnienia, a ona nie wiedziała, jak naprawdę ich zaspokajać bez uciekania się do bardziej cielesnych form satysfakcji.

Po prostu idź. . . Skończ z tym, a życie może toczyć się dalej.

Tessarie przytuliła ramiona pod piersiami i potarła ramiona, nagle czując się strasznie odsłonięta. Chciała wrócić do domu, chciała znów być z przyjaciółmi. Nie otoczony przez te dziwne i apodyktyczne stworzenia. Ale nie miała pieniędzy! I magiczny kołnierz, który ją tam trzymał. Och, gdzie to wszystko poszło tak źle. . .

Zamknęła oczy i wzięła głęboki, uspokajający oddech. Zrobi to i skończy z tym, życie będzie toczyć się dalej i wkrótce wyjdzie. Pokój w gospodzie nie mógł kosztować tyle przez dwa dni, a ludzie zapłacili dobre pieniądze za te wizyty w budce, prawda? Tak oczywiście!

Klientka prawdopodobnie właśnie spłaciła ponad połowę swojego długu za jednym zamachem, więc istniała możliwość, że znaczna część jej długu została już uregulowana. Mogłaby być wolna. Niedługo może wrócić do domu. Z tą myślą jej pewność siebie wypełniła się, a łzy, które chciały w niej napłynąć, obumarły. Nie będzie tak źle, jak myślała.

Oczywiście okłamywała samą siebie.

Nikt nigdy nie opuścił Crimson Desire.

Tessarie zacisnęła zęby i otworzyła drzwi, wślizgując się do środka tak cicho, jak tylko mogła, jakby przez to została zignorowana. Przejechała językiem po ustach i próbowała zebrać głos, rozglądając się po pokoju. Był spory i głęboki, z półokrągłą kanapą wbudowaną w ścianę naprzeciwko drzwi, przed którą, powiedzmy, mały stolik z butelką wina i popielniczka.

Na kanapie mówi ludzka kobieta z rudymi włosami i okularami. Była krągła jak na ludzkie standardy, może z lekką nadwagą, ale krój jej bluzki, jedwabnej kamizelki i spodni – szczerze mówiąc spodnie, jakie kobiety nosiły – rzeźbił jej kształty, by wyglądała ponętnie. Wzięła głęboki oddech, powodując, że jej piersi napięły się o kamizelkę, gdy przyjrzała się figurze Tessari. Ciepły, uspokajający uśmiech rozchylił jej usta, gdy oparła się na poduszkach i położyła ręce na oparciu kanapy. "Mój Boże." jej głos był jak płynny jedwab, nawet dla wrażliwych uszu Tessari. – Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że twoje piękno rozświetli cały pokój…

"I--"

– Ale cieszę się, że tak. Kobieta skrzyżowała nogi w kolanach i podskoczyła stopą z zamyślonym błyskiem oświetlającym jej spojrzenie. Było coś w skosie tych pożądliwych oczu i sposobie, w jaki były ustawione, trochę zbyt daleko od siebie, by mogły być całkowicie ludzkie. „Powiedz mi, moja dobra kobieto. . ”. Klientka Tessari zanurzyła się w swojej kamizelce, wyjmując cygaro i kawałek mosiądzu. „Czy przeszkadzałoby ci, gdybym palił?”

"I--. . ”. Ramiona Tessari opadły trochę. – Jeśli ci się podoba, panienko.

„Wiele rzeczy sprawia mi przyjemność, kochanie. Nie najmniejszym z nich jest możliwość siedzenia na ziemi przed tak pięknymi oczami”. Uśmiechnęła się ciepło, słysząc zdezorientowaną minę Tessari. — Ale wierzę, że należy szanować tych o wiele bardziej pomarszczonych niż ja, hm? Więc powiedz mi, droga pani, czy dym ci przeszkadza?

Tessarie przez chwilę przyglądał się zaciekawionej kobiecie i powoli skinął głową. – Tak, tak. Przepraszam."

„Nic o tym nie myśl!” Uśmiech kobiety pozostał na swoim miejscu, gdy ponownie schowała rzeczy do kieszeni i oparła ręce o kanapę, jakby to miejsce należało do niej.

"I--. . ”.

„Hm?”

„Wybacz mi, nigdy dla nikogo nie występowałem.” Oblizała usta. Nie mogła tego zrobić. „P-Solo, mam na myśli”.

„Ach? Uwielbiam być pierwszą kobietą”. Rudowłosa kobieta sięgnęła do kolejnej kieszeni i wyjęła srebrną płytkę. Naciskając przycisk, wyskoczył mały klucz i przekręciła go, gdy wstała. "Wiesz co Ci powiem. . . Miałem długi dzień, więc może zagramy dla siebie, hm? Kolejny ciepły uśmiech. „Tutaj, usiądź”.

— Ja… nie mogłem!

"Wykwintny!" Wyciągnęła rękę, czekając, aż Tessrie je weźmie. Kiedy tego nie zrobiła, kobieta spojrzała na nią z cierpliwą, prawie matczyną miną, która mówiła, że ​​będzie czekać tak długo, jak jej zajmie. Zdecydowanie niezwykła cecha jak na człowieka. Przygryzła wargę, zastanawiając się, czy powinna.

Tessrie powoli sięgnęła i ujęła dłoń. Odważny mieć nadzieję.

Kobieta poprowadziła ją do kanapy, kładąc ją na chłodnej tkaninie z cichym pomrukiem szeptu. „Czy mogę znać imię kobiety, którą mogę czcić przed świtem?”

– Ja… – zamrugała, gdy kobieta pochyliła się bliżej i pocałowała czubek jej ucha. Zamknęła oczy. To nie było w porządku. Ludzie nie robili tego rodzaju rzeczy – to nie było naturalne. – T- t- Tesaria. oddychała.

„Cała przyjemność należy do ciebie, moja dobra kobieto”. Kobieta odsunęła się, postukała w swoje srebrne urządzenie i odłożyła je. W ciągu kilku sekund dowcip wytworzył miękką melodię o nieco brzęczącym, metalicznym brzmieniu. Melodia niosła się po pokoju jak elfia ballada grana przez kogoś, kto zapamiętał nuty, ale nie ich duszę.

I jeszcze. . .

Kobieta w jedwabnej kamizelce kołysała się z kocią gracją, jej krągłości płynęły od lewej do prawej, gdy utrzymywała idealne tempo odtwarzanej piosenki. W tym momencie Tessarie zauważyła, że ​​jej biodra są nieco szersze niż jej klatka piersiowa od tyłu – chwile przed tym, jak kobieta obróciła te kształtne biodra z powrotem w jej stronę, drażniąc się. . . Oferując. . .

Jej miedziane loki wygięły się łukiem, gdy stała, patrząc na elfkę przez ramię z lekko wygiętym tyłkiem. Wtedy Tesserie zobaczyła lekko spiczaste ucho kobiety. Po chwili obróciła całe swoje ciało, sięgając do nieba, gdy dalej toczyła się jak boczny nawijacz podróżujący po piaskach. Z każdym ruchem bioder przysuwała się trochę bliżej, skręcając się tam i z powrotem w hipnotycznym ruchu.

Tessarie zatraciła się w ruchach kobiety, czując znajomą wilgotną twardość między nogami. Kobieta posunęła się z wdziękiem naprzód, unosząc obie ręce w ofierze bogom, a następnie drugą stopą. Coraz bliżej, aż stanęła przed nią.

Młody elf podniósł głowę, drżąc. Pulsujący ból między nogami groził, że wyrwie się z płóciennych więzów i część niej tego chciała. Nacisk był tak duży, że musiała przenosić ciężar ciała, aż prawie się przechyliła. Rudowłosa kobieta miała koci uśmiech i ręce na biodrach, jakby dokładnie wiedziała, ile władzy ma teraz nad Tessari.

Tessarie odetchnęła głęboko, próbując się skoncentrować. Nie mogła stracić kontroli. Nie tutaj. Nie tak jak to. Ale wtedy palec kobiety musnął jej policzek i wyszeptała tak cicho, że słowa zdawały się pochodzić z innego planu. „Możesz robić, co chcesz, moja droga”.

Kobieta patrzyła na nią z góry, kiedy młody elf w końcu zebrał się na odwagę, by ponownie spojrzeć w górę. Wykreślona w migoczących świecach mogłaby być nadzorcą, a jednak w tej delikatnej pieszczocie czuła się jak anioł, który ją zabrał. Kobieta wydawała się rozumieć jej wątpliwości i sięgnęła, by przeczesać dłonią włosy Tessari, czubek ucha i ramię.

Gdy to zrobiła, wśliznęła się na kanapę i usiadła okrakiem na kolanach elfa, przyszpilając ją między udami z rodzajem nacisku, który był obcy i dziwnie pocieszający. – Może chciałbyś, żebym zamiast tego zrobiła to, czego chcę? Natarczywa kobieta ucałowała te słowa w ucho.

– Ja… ja… ja… – wyjąkała Tessarie. - Nie możemy... Ja... ja nie. . ”.

Czerwona głowa cofnęła się lekko i oparła miednicę na kolanach Tessari. – Jesteś kimś, kochanie. Szepnęła i owinęła ramiona wokół ramion, pochylając się w jej ramionach jeszcze bardziej. – Albo ukryłeś świecznik w tych szatach, albo nie jesteś tym, na kogo wyglądasz, hm?

Tessarie zbladła i ostygła.

„Nie martw się, kochanie, przekonasz się, że jestem bardzo. . . Otwarty na nowe rzeczy.” Jej usta owinęły się wokół czubka uszu elfa, a dziewczyna instynktownie wydała miękki jęk. "Zawsze dostaje to czego chcę. Czy ty?"

Tessarie zacisnęła drżące dłonie w pięści. To nie było w porządku, ale nie mogła powstrzymać człowieka. Była winna ten dług i... Nie. „Przestań”. To nie było warte jej godności.

„Mmm?”

„Nie możemy tego zrobić”.

Kobieta cofnęła się, opierając swój ciężar na udach elfa, co boleśnie wepchnęło jej całkowicie nabrzmiały członek w poduszkę. Zrobiła wszystko, żeby się nie skrzywić, gdy spojrzała na siedzącą na niej kobietę. Jej dłonie nie opuściły ramion Tessari, ale to nie była oznaka kontroli, tylko zapewnienie. To ją zastanowiło. Czy było tak źle? Oferowała ciepło, którego większość ludzi nigdy jej nie oferowała. Niekonwencjonalne, tak, ale mało niebezpieczne.

Jej klient odchylił się lekko, jakby wyczuwał jej dyskomfort i powoli masował ramiona Tessari, pochylając się, by dotknąć ich czoła. Kiedy znów się odezwała, była to doskonała elfka. – Wyglądałeś na nieszczęśliwego, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem. Chcę tylko wywołać uśmiech na ustach, które są zbyt piękne, by je skrzywić”.

Tessarie wzięła głęboki oddech i ostrożnie położyła ręce na ramionach kobiety. – Pańskie mistrzostwo w naszym języku jest niezwykłe, panienko.

„Słodka droga, mój język potrafi wiele rzeczy. . ”. Uśmiechnęła się chytrze, pocałowała ją w nos. – Ale co to dla ciebie zrobi?

"Nie wiem. . ”.

"Mam pomysł." Ten sam koci uśmiech pojawił się na jej ustach i tym razem Tessarie również się uśmiechnęła. Po prostu się nie poddała, prawda? Powiedziała, że ​​zawsze dostawała to, czego chciała.

„Czego sobie życzysz, ty, który zawsze dostajesz to, czego chcesz?”

Przebłysk czegoś, niepewność, a może głęboki ból w środku, rozświetlił te jasne oczy na chwilę, zanim pochyliła się i wyszeptała. „Chcę przyjaciela”. Z tymi słowami owinęła ramiona wokół Tessari i przytuliła ją do siebie.

Tessarie zamknęła oczy i objęła kobietę własnymi ramionami. Wiedziała, że ​​tego też chciała, ale nie potrafiła tego wyrazić. Pozostały tak przez kilka minut, zanim kobieta wzięła ucho Tessari do ust i drażniła je językiem. – To… och… to jest. . ”.

„Mmhm. . ”.

"Kim jesteś?"

Ruda pocałowała czubek jej ucha i ponownie. "Mam na imię Sara."

Sara. . ”. Tessarie westchnęła przy uchu mieszanej kobiety. "Co zamierzasz zrobić?"

„Czy to nie powinno być niespodzianką?” Ręka Sarah ześlizgnęła się z pleców elfa i przesunęła się wzdłuż jej klatki piersiowej. Nie zatrzymała się, gdy Tessrie cofnęła się na poduszki, próbując uciec albo ułatwić sobie dostęp, żadne z nich nie było już tego pewne. „Obiecuję, że obojgu nam się to spodoba”. Pocałowała ją w szyję. „Czy nie zasługujesz na to, żeby cię potraktować dla odmiany?”

„Bogowie w górze”. Tessarie jęknęła, gdy dłoń Sarah owinęła się wokół podstawy jej członka. Nienaturalny dodatek pulsował mocno pod jej dotykiem w rytm bicia serca małego elfa. Jednak w przeciwieństwie do jej niewielkich rozmiarów kutas Tessari był gruby. Bardzo gruby. Niektóre dziewczyny powiedziały jej, że jest wielkości dobrze powieszonego człowieka.

Sarah wstrzymała oddech i wzięła wdech. "O moja droga. . ”. Szmer kobiety zamienił się w ochrypły mruczenie, gdy próbowała objąć go dłonią, nie całkiem będąc w stanie dotknąć razem kciuka i palca wskazującego. „Czy ja ci to zrobiłem?” Pocałowała szyję elfa.

Tessaria przełknęła ślinę. Z każdym oddechem, który udało jej się wbić w płuca, serce waliło jej w żebra. – Nic na to nie poradzę…

– Nie musisz. . ”. Sarah położyła rękę na piersi elfa i pchnęła ją plecami na poduszki. Kiedy Tessarie zamknęła oczy i odwróciła wzrok ze wstydem, półkrwi zachichotał cicho. Po chwili znalazła się przy gardle mniejszej kobiety, całując i po prostu trzymając ją przez chwilę. „Jesteś naprawdę piękna, kochanie. Bez względu na to, co może nas spotkać, nigdy o tym nie zapominaj.

Tessarie otworzyła oczy i spojrzała na Sarę. W tych oczach nie było śladu cynicznego humoru czy gniewu. Tylko akceptacja... i żądza, by była szczera. Drobny elf wyprostował się i spojrzał na kobietę, niepewny, co robić.

Sarah przyjęła wskazówkę, zaczesując włosy za własne spiczaste uszy, zanim pocałowała gardło Tessari. Między jej piersiami. Spojrzała w górę z lekkim drapieżnym uśmiechem i pocałowała się w brzuch, gdy zsunęła się i usiadła na kolanach przed elfem, dmuchając ciepłym oddechem po udach Tessari, które były usiane gęsią skórką.

Brak jąder naprawdę nie stanowił problemu, z jakiegoś powodu jej ciało zawsze wydawało się wytwarzać pre-cum nawet z najmniejszą prowokacją. Sarah jednak nie miała nic przeciwko temu, wykorzystała mokrą plamę wytworzoną przez sok, aby znaleźć czubek penisa iw ciągu kilku sekund uwolniła go z lnianych wiązań. Tessarie wzdrygnęła się, gdy kobieta wzięła czubek do ust i owinęła wokół niego usta.

„Bogowie”. mała elfka westchnęła, osuwając się z powrotem na kanapę, podczas gdy usta Sary przycisnęły się wystarczająco mocno, by odsunąć napletek tak, by jej język mógł owijać głowę. Upadła na nią, gdy ssała z grubego trzonu jak za duża słoma. Tessarie jęknęła i położyła głowę z powrotem na kanapie, podczas gdy kobieta kontynuowała swoje usługi. Błaganie, namawianie, masowanie. Każdy cal w jej ustach śpiewał dla języka kobiety. . . I o wiele za wcześnie było po wszystkim.

Tessarie nigdy nie miała nikogo, kto by to robił i nie wiedziała, czego się spodziewać, ale kiedy jej orgazm się skończył, szarpnęła się do przodu i poczuła pulsujący jej kutas. Raz po raz. Fala za falą cudownej przyjemności falowała przez jej ciało, gdy kanapa skrzypiała i jęczała tam, gdzie jej paznokcie wbijały się w tapicerkę. Doszła tak mocno, że nie mogła nawet oddychać, gdy jej kutas pulsował i pompował grube, lepkie liny w obiekt jej przyjemności. Była za daleko, by myśleć o imieniu, a nawet o tym, jak przyszła, ale czuła, jak coś ssie na końcu. Dojenie jej na większe wyżyny przyjemności, nawet gdy wróciła.

Tym razem udało jej się słabo miauczeć, podczas gdy jej kutas ponownie wybuchł. Wylała się z niej kolejna gruba kropla spermy, a ona nieświadomie rzuciła się do przodu na przedmiot doprowadzając ją do szczytowania. Tym razem była zaskoczona, gdy poczuła, jak coś wokół jej penisa zaciska się - zanim się zorientowała, poczuła włosy opadające po obu stronach jej rajstop i język chlupiący u podstawy jej trzonu. Udało jej się spojrzeć w dół i zobaczyć kobiecą głowę schowaną między nogami. Czerwone włosy lśniące w przyćmionym świetle, przycisnęła usta do miednicy Tessari, gdy połykała ładunek po wyrzuceniu ładunku.

Tym razem nie zatrzymała się, gdy przyszła Tessaria. Już nawet nie przełykała. Po prostu trafił prosto w jej żołądek, gdy kobieta gruchała. Mała elfka położyła ręce na plecach kobiety, niepewna nawet kim była ta kobieta ani jak się tam znalazła. Po prostu rozkoszowała się przyjemnością, jakiej nie doświadczyła wcześniej.

Po ostatnim zrywie osunęła się do przodu, opierając swój ciężar na kobiecie i trzęsąc się gwałtownie z adrenaliny i orgazmu. Powoli wróciła do zmysłów i chwile przed jej pierwszym orgazmem penisa powróciły. Sarah to imię kobiety. Półkrwi człowiek i elf. . . Która chwaliła się swoim językiem.

Może to nie tyle przechwałki, ile stwierdzenie prawdy.

Sarah przełknęła, powodując, że jej gardło zacisnęło się wokół penisa Tessari. Mały elf jęknął. "Proszę, nigdy więcej. . . Bogowie.

Kobieta zachichotała i pocałowała jej miednicę, klepiąc ją po tyłku. Po tym, jak zdała sobie sprawę, że kobieta nie może się poruszyć, Tessarie odchyliła się do tyłu – a właściwie, opadła na plecy – opierając się o kanapę, całkowicie wyczerpana.

Sarah zamknęła oczy, gdy wyjęła z gardła całą długość penisa kobiety, pozostawiając ślad śliny i nasienia na pierwszych trzech calach oraz sznur zmieszanego płynu od czubka do ust. Spojrzała na Tessari i przejechała językiem po ustach, tak jak po dobrym posiłku.

Tessarie spojrzała na swoje zaczerwienione oczy. Bogowie, w tym momencie była piękna. Ludzie i elfy stworzyli tę kobietę iw jakiś sposób udało jej się być piękniejszą niż wiele wzorców obu ras. . . Może to gadanie żądzy, ale Tessari poczuła się zakochana.

– Cóż – Sarah ponownie oblizała usta i skrzyżowała ręce na kolanach Tessari, patrząc na nią z uśmiechem. Jej zęby miały teraz opalizujący połysk. Elf uśmiechnął się sennie.

"Dobrze. . ”. Tessarie wypuściła powietrze, wciąż drżąc.

„To było całkiem coś”.

– T- tak, tak to można ująć. . . Nie mogę przestać się trząść.”

„Dlaczego próbowałeś mnie uśpić?”

– Ja… Tessarie zmarszczyła brwi, jej niejasne myśli wciąż były pogmatwane. – Nie zrobiłem?

- Kochana dziewczyno - wycedziła Sarah. „Rozumiem magię, kiedy ją czuję”.

"O nie. Nie, przepraszam, nie chciałem!” W zdenerwowaniu straciła wszelkie poczucie godności i uciekła się do związków.

"Wybaczony!"

Tessarie przygryzła wargę. - Och, tak mi przykro, nie chciałem, naprawdę... ja... naprawdę Sarah, przepraszam.

"Nie jestem." Uśmiechnęła się żartobliwie i położyła dłoń na Tessari. "Powiedz mi kochana. . . Kiedy kończysz pracę?

"I. . . Ja nie."

Zmarszczyła brwi, gdy splotła palce. Tessrie stwierdziła, że ​​robi to samo, gdy jej mgła w umyśle się rozwiała. „Nie mogę odejść, dopóki mój dług nie zostanie spełniony”.

– Zgadza się? Sarah przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. – Myślę, że w takim razie moglibyśmy dojść do porozumienia, moja droga.

Tessarie przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, co miała na myśli, i dziwnie podekscytowana tym, że się dowie.

#

Obudziła się, słysząc dźwięk przeciągania Makrina i trzask drzwi budki o ścianę. Jej głowa spoczywała na udzie Sarah i przez dłuższą chwilę nie była pewna, co powie grubas. Zaczęła wstawać, ale Sarah położyła rękę na jej ramieniu i przytrzymała ją, popijając wino.

Na stole obok butelki leżała odręcznie napisana umowa i mechaniczny pisak. "Perfekcyjne wyczucie czasu." Sarah powiedziała radośnie, ignorując niebezpieczną minę Makrina. – Właśnie chciałem po ciebie posłać.

"NS--"

– Mam propozycję biznesową dla właściciela – przerwała mu Sarah. „Jesteś właścicielem tego wspaniałego lokalu, prawda?”

To wydawało się skłonić mężczyznę do ponownego przemyślenia tego, co miało wyjść z jego ust. Mimo to Tessarie odsunęła się od jego wzroku, owijając lewe ramię wokół talii Sary, starając się jak najwięcej za nią. Kiedy mężczyzna spojrzał na nich obu, zmarszczył brwi. Wreszcie powiedział. "Ja jestem."

„Powiedz mi, czy wynajmujesz swój. . . artyści? Potrzebuję kogoś o jej talentach i urodzie. Uśmiechnęła się.

– Jesteś tu od godzin. Myślę, że nadszedł czas, abyś odszedł…

– Ach, ale jeszcze nie skończyłem, mój dobry człowieku. Sara zatrzęsła. - Zapłaciłem za jej towarzystwo... i mogę powiedzieć, że masz doskonały gust. Mam ochotę zatrudnić ją na krótkie i drapieżne zaręczyny poza twoją placówką. Może coś, co bardziej spełni moje lubieżne skłonności w sposób odpowiedni zarówno dla człowieka, jak i zwierzęcia.

Mężczyzna westchnął. Prawdopodobnie przy wszystkich wielkich słowach, które kobieta wyrzucała jak cukierki. Jakaś część Tessari chciała się uśmiechnąć, ale każda inna część jej zastanawiała się, do czego zmierza Sarah. Makrin prychnął szyderczo i potarł spoconą szyję. – Jaka jest twoja gra, elfie?

„Hm?” Pokazała, że ​​patrzy na Tessari, a potem z teatralnym zacięciem uniosła rękę, by zasłonić usta przed wzrokiem mężczyzny, szepcząc na scenie. „Myślę, że wierzy, że jestem kimś o twojej niezwykłej urodzie! Bogowie, zarumienię się!”

Nie mogła się powstrzymać. Tessaria zachichotała.

To wydawało się tylko bardziej zdenerwować Makrina. Ruszył w kierunku Sarah, wyglądał, jakby chciał ją złapać i nagle się zatrzymał.

Tessarie spojrzał na kobietę i zrozumiał dlaczego. Trzymała wycelowany w niego pistolet. "Usiądź, proszę." Upiła łyk wina i zrobiła miejsce dla masywnego mężczyzny.

„Nic nie zrobisz”.

„Drogi chłopcze, ostatnią rzeczą, jaką chcę zrobić, to zdenerwować twój interes. Wręcz przeciwnie! Chcę ci pomóc!"

Makrin zmarszczył brwi, wyglądając na zaskoczonego. Chrząknął.

"Wielki." Sarah uśmiechnęła się, jakby nic się nie stało. Schowała pistolet za pasek i skinęła na kontrakt. „Mam tutaj kontrakt od niepotrzebnie uzwiązkowionej organizacji wróżek i stworzeń z krwią wróżek, której członkinią noszącą karty jest panna Tessarie Variel. Teraz nie jestem osobą, która mówi komuś, jak prowadzić swój biznes, ale ponieważ panna Variel nie jest tutaj reprezentowana przez jej związek, muszę się zastanawiać, w jakich warunkach pracuje!

Mężczyzna zamrugał i spojrzał na kontrakt. — Kim jesteś, jakimś strażnikiem? Mamy umowę--"

„Jestem pewien, że tak! Ale ta umowa nie obejmuje naszej Unii! Działamy na bezpośrednie polecenie samego króla, aby chronić prawa pracujących wróżek i stworzeń z krwi wróżek pracujących dla ludzkich pracodawców. Sączyła wino.

Tessarie cofnęła się powoli. Kilka razy widziała temperament Makrina i wiedziała, że ​​lepiej nie zbliżać się do niego. Sarah mogła być szalona i uzbrojona, ale nie mogła się równać z rozmiarami grubasa.

Makrin patrzył na nią dziwnie przez chwilę, jakby zastanawiał się nad Sarą i nie był do końca pewien, co o niej sądzić. – To dlatego poprosiłeś o elfa? Uśmiechnęła się na to. "Więc. . . Czego chce ta Unia?

– Nic wielkiego, kochanie. Musimy tylko upewnić się, że warunki, w jakich panna Variel są standardowe. Jedzenie odpowiednie dla jej rodu…

„Mamy dobre jedzenie. Czy nie my Tess?

Przełknęła. Wstrzymane. Nie mogła pogodzić się z tym oszustwem. Sarah była sama. "O tak. Wołowina jest pyszna. . ”. Ta myśl sprawiła, że ​​jej żołądek się skręcił.

„Wołowina mówisz?” Sara zacmokała. – Wiesz, mój dobry panie, że elfy i większość innych wróżek ma alergię na mięso, tak?

— Je od miesięcy, nic jej nie jest…

„Objawy rozwijają się powoli, widzisz”. Sarah pochyliła się nieco, rzucając spojrzenie z powrotem na Tessari, jakby mogła podsłuchać. „Widzisz, rozwijają się u nich wysypki i wkrótce wszyscy się z nimi zapadają – bardzo zaraźliwe, bardzo nieprzyjemne”. Mrugnęła do elfa.

Makrin spojrzał na Sarę. "I--"

„Jeśli o tym nie wiedziałeś, zastanawiam się, jakie masz łóżka na terenie! Proszę, powiedz mi, że masz przynajmniej huśtawkę dla biednej dziewczyny?

"I. . ”. Został wciągnięty w kobiecą sieć kłamstw, szukał słów. – Jestem pewien, że możemy. . ”.

"Jestem pewien! Ale czy pozwolono jej korzystać ze swoich mocy? Wiesz, elfy nie pozostaną zdrowe, jeśli nie pozwolą im ćwiczyć swoich wrodzonych talentów magicznych przynajmniej raz dziennie.

Odpalił defensywnie. — Ona dużo ćwiczy na scenie… — Chwycił się za usta. – Eee. . ”.

"Na scenie. Widzę. Więc ona też tańczy dla ciebie, prawda? Wielki! Mamy więc o jedną rzecz mniej do zmartwień!”

Ramiona Makrina rozluźniły się.

— No cóż, może przemówiłem za wcześnie. Wiesz, że prawo miejskie zabrania rzucania magii w ramach limitów, chyba że złoży się pewne zezwolenia, tak? Właściciel budynku lub firmy ponosi odpowiedzialność...”

"I--"

– Naprawdę paskudny interes. Solidny rok w więzieniu za każde wykroczenie! Bogowie, nie chciałbym, żeby sędzia dowiedział się o tym, ile występów ta biedna kobieta daje bez wypowiedzenia dla urzędu podatkowego. Sugestywnie poruszyła brwiami. Jej ton zmienił się w żartobliwy, gdy odstawiła szklankę. „To również porusza kwestię podatków. . . Czy płaciłeś podatki?

"Dobrze. . . I. . . Tak, oczywiście, że mam! Co tydzień!"

„Dobrze słyszeć! Tak więc, jak na bardzo przestrzegającego prawa obywatela, jestem gotów przeoczyć te inne rozbieżności w twoich praktykach biznesowych.

Makrin odetchnął z ulgą i pochylił się do przodu. „Ile to będzie kosztować?”

"Koszt? Och, nie brałem tego pod uwagę! Wiesz co Ci powiem. Za tę dziewczynę nałożę grzywnę na pięć sztuk złota i…

„Pięć złota?! Jesteś głupi!?

Sarah rzuciła mu spojrzenie i wycofał się. "Zdecydowanie nie! Przy tak wielu naruszeniach jej podstawowych praw, nie wyobrażam sobie, by Unia przeoczyła takie traktowanie! Powinieneś przynajmniej siedzieć w więzieniu za to, że pozwalasz jej otwarcie wykonywać swoją magię. Wydawało się, że przez chwilę się nad tym zastanowiła, poklepała się po brodzie i uśmiechnęła. "Ale. . ”.

"Ale?" Grubas wyglądał z nadzieją.

"Ale. . ”. wydobyła słowo. „Jesteś dobrym człowiekiem. Płacisz podatki na czas iz tego, co wiem, kobiety wydają się szczęśliwe, więc ci pomogę. Przyjmę ten wyrok więzienia, czekając, aż zdarzy się ci to z rąk, w zamian za to, że uciszysz sprawy. Uśmiechnęła się, kiedy jego kolor zaczął powracać. „Czy ona ma tu jakiś majątek?”

"Nie--"

"Tak."

“Go get it, then, dear. I'll meet you by the back door.”

Tessarie slipped out of the booth and made for her room, her mind fluttering with a million different thoughts. Could this really be happening? What was the strange half-elf going to demand of her instead? Could she dare hope that she was finally out of this nightmare? She made her way to her room with these thoughts swirling around her like a heavy mist.

Whatever game the woman was playing, she seemed to know it well enough that she fully believe the things she was saying. Maybe she was telling the truth, maybe she was actually part of some kind of union-- gods, maybe her brother had heard about what happened and sent help!

That had to be it!

Tessarie grabbed her yellow travel cloak and walking staff along with the tiny pouch of charms and keepsakes she had been forced to hide from Makrin. By the time she got to the hall that lead to the back door, Sarah and Makrin were exchanging polite handshakes and he was giving her a small charm that she recognized as one he had taken from her during her first day there.

Maybe it was a peace offering, in the event she told this 'Union' how bad her experience really had been. Tessarie swallowed. She had no doubt that the intent was exactly that. But when she got closer, he was all kind gestures and false modesty. He gently broke the magic and undid her collar before giving her a placid smile, wishing her all the best.

When he was gone, Sarah stepped up beside her with the charm and a folded piece of paper. She smiled slyly, kissed her cheek and turned towards the back door. She stood there for a moment looking into the early morning gloom as Tessarie unfolded the paper.

It was a document freeing her of all debts and allowances. It was signed. She was free. “I- Is this real?”

“It is!”

“By the gods. . ”.

“Just wits, my dear. Come! We have your freedom to celebrate.” Sarah lead them into the alley with acute caution.

Tessarie followed behind, reading the document carefully. None of the debt was transferred to Sarah, none of the clauses said anything about her owning Tessarie. She was really and truly without a 'master'. “I'm free!”

“That you are!”

A man spoke up from behind them. Gruff and wary. Human. “But she's not.”

Tessarie whirled to see a hulking man with scars across his jaw and chin. He towered over her. “Oh--”

Some scrabbling rocks ahead caught her attention and she saw four men stepping from the shadows as Sarah moved to reach for her pistol. But then she stopped, knowing she was outnumbered. She raised her hands in surrender. “Bollocks. . ”.

And this was how Tessarie's new life started.

Podobne artykuły

Popularne wyszukiwania

Share
Report

Report this video here.